10.04.2016: Miasto umarłych, miasto żywych

Most Suady i Olgi

Miasto umarłych, miasto żywych

Stojąc na otaczających miasto wzniesieniach, mam je przed sobą jak na dłoni. „Za wzgórzem jest Sarajewo” – śpiewa Jaromir Nohavica. Za sobą mam kierunek, z którego codziennie przychodzi słońce, dawca życia, aby pogładzić kopuły meczetów, rozświetlić krzyże wieńczące kościoły i cerkwie, ogrzać mury synagog. Przede mną opiekuńcze, porośnięte zielenią ramiona czule otaczają tę „europejską Jerozolimę”. Ale malownicze zbocza mogą się stać śmiertelną pułapką, zdrajcą wystawiającym na wrogi ostrzał.

nagrobek

Tak było od kwietnia 1992 roku do października roku 1995, kiedy serbskie pociski bezwzględnie zabijały i raniły mieszkańców miasta i niszczyły jego historyczno-kulturowe dziedzictwo. W dole, między czerwonymi dachami domów i roślinną zielenią, rozlewają się białe plamy. Jakby ktoś rozłożył w mieście pozbawiony barw dywan. Albo raczej całun. Z bliska widać, że to rzędy identycznych, kamiennych nagrobków. Pod każdym spoczywa jeden z šehidów – obrońców miasta. Na każdym bośniackie tłumaczenie koranicznego cytatu: I nie mówcie na tych, którzy zostali zabici na drodze Boga: „Umarli!”. Przeciwnie, oni są żyjący! Lecz wy nie jesteście świadomi (2,154)[1]. Nad nim arabski napis Al-Fatiha, czyli „Otwierająca”, tytuł pierwszej sury Koranu. Pod nim lilia, symbol widniejący w godle Bośni i Hercegowiny, a odwołujący się do średniowiecznej historii regionu, kiedy nikt tu jeszcze o islamie nie słyszał. Tożsamość młodego państwa zamknięta w białej tablicy.

wieża zegarowa

Po lewej spokojnie płynie rzeczka Miljačka, a nad nią przyciąga wzrok okazały budynek Biblioteki Narodowej. Dziś znów dumie prezentuje swą żółto-czerwoną fasadę. Nosi barwy feniksa i ma do tego prawo, przecież jak on dosłownie powstała z popiołów. Podczas oblężenia miasta zbombardowano ją, a nienasycone płomienie podżegane nienawiścią pożarły wówczas ponad 3 miliony dzieł. Całe miasto jest trochę jak ta biblioteka: odbudowane po wojnie, dumnie prezentuje przyjezdnym swoje wielokolorowe piórka, jednocześnie nosząc pod nimi bolesne blizny pamięci. Ruszam w dół.

sklepiki

Ulicą Kazandžiluk, na której wciąż można usłyszeć metaliczne postukiwania dobiegające z tradycyjnych warsztatów kowalskich, wkraczam do historycznego i turystycznego serca miasta – Baščaršiji. Z witryn sklepowych i straganów kuszą orientalne tkaniny i ozdoby, ręcznie robione tygielki do kawy i kociołki. Unoszą się tu zapachy ćevapčići – rodzaju podłużnych kotlecików z mielonego mięsa (zapomnijcie o wieprzowinie!) i bureków – ciasta francuskiego nadziewanego mięsem, na łasuchów czeka słodka orzechowa baklava, a na zmęczonych kawa po turecku, tutaj nazywana bośniacką. Ale przede wszystkim trzeba się napić wody z zabytkowej, ażurowej studni. Podobno dzięki temu na pewno się tutaj wróci.

przed meczetem

Czas odmierzają śpiewne nawoływania do modlitwy, rozlegające się z zabytkowych minaretów i wskazówki wieży zegarowej, stojącej na straży przy meczecie Ghazi Husrev-Bega. Kojący szum, stojącej przed nim fontanny i delikatny cień, rosnących na dziedzińcu drzew dają chwilę wytchnienia w upalne dni. Na schodkach wiodących do meczetu, pod jednym z majestatycznych łuków, dwie nastolatki w hidżabach pozują sobie do zdjęć. Życie się toczy, przepływa wąskimi uliczkami między grupkami turystów i miejscowych. Tu babcia z chustką na głowie i jej wnuczka, na której szyi połyskuje bośniacka lilia, tam staruszek sprzedający tespihy – muzułmańskie różańce. Nieopodal znajduje się dawna medresa, muzułmańska szkoła religijna, w której zaaranżowano galerię sztuki. Na jednym z dziedzińców ktoś sprzedaje książki. Można kupić i takie, które poinstruują dziecko, jak być dobrym muzułmaninem i tłumaczenia serii o Harrym Potterze. Obok medresy znów przypomnienie niedawnej historii – tablice wspominające poległych w czasie oblężenia.

kamienica

Idąc dalej na zachód dociera się do dzielnicy chrześcijańskiej, miejsce architektury tureckiej zajmują austro-węgierskie  kamienice. W przestronnej hali targowej na placu Markale sprzedawcy zachęcają do kupowania świeżych wędlin i serów. A na zewnątrz znów miejsca, które pamiętają tragedie: tu ludzie zginęli, czekając w kolejce po chleb, tam wybierając owoce i warzywa.

Jeszcze dalej, oddalona od zabytkowego centrum, zaczyna się ulica Zmaja od Bosne. Bardziej niż ze znajdującego się przy niej Muzeum Narodowego znana jest z niemiłego przezwiska „Aleja Snajperów”, które zyskała sobie w trakcie ostatniej wojny. Można z niej skręcić na most Suady i Olgi. Most całkiem zwyczajny: betonowy z metalową barierką, nic specjalnego. Ale historia niezwykła: przechodziła tędy, nawołująca do pokoju manifestacja mieszkańców, ktoś strzelił, zginęły one: Muzułmanka[2] i Chorwatka, zaczęła się wojna. Rok później na tym samym moście zginęli „Romeo i Julia z Sarajewa”, czyli Admira i Boško. Ona – Muzułmanka, on – Serb, takie połączenie nie miało wtedy żadnych szans.

cmentarz

Po przekroczeniu Miljački, skręcając w prawo, dociera się do dzielnicy Grbavica. Tak brzmi też tytuł nagrodzonego w 2006 roku Złotym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie filmu Jasmili Žbanić. Stąd Serbowie celowali w miasto poniżej i tu urządzili jeden z tzw. rape camps, czyli obozów, w których przetrzymywano i gwałcono bośniackie kobiety. Po tej samej stronie rzeki, na wprost mostu, na wzgórzu znajduje się stary cmentarz żydowski. Na nim też rozsiadła się siejąca zniszczenie serbska artyleria, a jakby tego było mało, wycofując się, cały teren zaminowała. Dziś można już po nim chodzić i spoglądać z góry na bośniacką stolicę. Stoję więc wśród nagrobków, z nieba leje się na głowy żar. Czuję pragnienie i chyba najlepiej zaspokoi je woda z ażurowej studni, stojącej gdzieś w dole. Bo może tam, wśród ulicznego gwaru i orientalnych zapachów zapomnę o bólu, który się czai w dziurach ścian i szczelinach między płytami chodnika. Bo przecież to miasto żyje.

[1] Koran, tłum. Józef Bielawski, Warszawa 1986.

[2] Muzułmanin/Muzułmanka pisane wielką literą wskazuje na przynależność etniczną, wprowadzone zostało w 1971 w Jugosławii, aby osoby pochodzenia muzułmańskiego mogły określić się inaczej niż jako Chorwaci, Serbowie czy Jugosłowianie. Obecnie muzułmańskich obywateli Bośni i Hercegowiny nazywa się Boszniakami lub, w języku potocznym Bośniakami, choć ściśle rzecz biorą ten ostatnio termin dotyczy wszystkich obywateli państwa.

Aleksandra Pasierb