16.09.2017: Kronika nieistnienia

Kronika nieistnienia

Niekiedy piękne i wartościowe książki znane są tylko nielicznym. W dzisiejszych czasach okazuje się, że nawet bardzo dobre powieści potrzebują promocji czy reklamy, którą mogą być dla nich także prestiżowe nagrody. Tak było m.in. z napisaną przez rumuńskiego pisarza ormiańskiego pochodzenia Varujana Vosganiana „Księgą szeptów”, zachwycającą literacko próbą przedstawienia pełnej tragicznych i okrutnych wydarzeń historii Ormian. Wydana w 2009 roku powieść, ukazała się w Polsce po sześciu latach, a jej autor został zwycięzcą Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus” za rok 2016.

Szacuje się, że w czasie przeprowadzonej przez władze tureckie w czasie pierwszej wojny światowej rzezi ludności ormiańskiej, mogło zginąć nawet 1,5 miliona ludzi. Niełatwo jest opisać tragedię narodu, znając fakty i liczne opisy okrutnych zbrodni, jakich doświadczyli w czasie eksterminacji i deportacji zamieszkujący Anatolię Ormianie. Wiedząc przy tym, że za datę rozpoczęcia czystek uważa się dzień śmierci największego ormiańskiego poety Daniela Varujana, który został brutalnie zamordowany 24 kwietnia 1915 roku. Właśnie w Dzień Śmierci Poety, Ormianie na całym świecie upamiętniają ludobójstwo, które de facto rozpoczęło się już w 1895 roku i było kontynuowane pod różnymi postaciami aż do początku lat dwudziestych XX wieku.

Księga ormiańskiego nieszczęścia

Vosganian – rumuński Ormianin, będący pisarzem, poetą, ale także doktorem nauk ekonomicznych i byłym ministrem, swój literacki debiut poświęcił przedstawieniu pamięci ludobójstwa Ormian opierając się na wspomnieniach swoich najbliższych. Ukazana w książce historia zaczyna się w latach pięćdziesiątych w rumuńskich Fokszanach, w której to miejscowości autor spędził dzieciństwo, wśród wspomnień o przeszłości swoich bliskich, zwłaszcza dziadków. „Ormiańscy starcy dzieciństwa”, jak ich nazywa Vosganian, nosili swoje opowieści wystarczająco długo w pamięci i od lat, czując potrzebę wyzwolenia się od nich, snuli swoje historie. Można więc powiedzieć, że opisane w powieści wydarzenia rozpoczęły się na długo przed czasem dzieciństwa ich autora i istniały zanim jeszcze stały się książką. „Księga szeptów” to historia, której nikt nie opowiadał przed Vosganianem w całości, jakby każdy z jej bohaterów bał się ją do końca zrozumieć i próbował w ten sposób ocalić swoje życie przed brakiem sensu. Powieść „opowiada o ludziach, co przeszli niewyobrażalne cierpienie, z którego każdy starał się uleczyć na swój sposób. A jako że rzeczywistość rzadko bywa lekiem rzeczywistości, moi dziadkowie i dziadkowie moich dziadków zdawali się kręcić w kółko, wciąż napotykając ten sam ból i te same wizje”.

Garabet Vosganian i Setrak Mielichian, obaj dziadkowie pisarza, ze swojego stulecia wynieśli naukę o tym, że trudno jest spocząć w tej samej ziemi, na której przyszło się na świat. Nie mieli oni bowiem żadnego grobu, nad którym mogliby zapłakać, a swoje mogiły nosili w sobie, gdziekolwiek miał ich ponieść los. Z ułamków rozmów, jakie wówczas usłyszał, pisarz odtwarzał historię swojego narodu i własnej rodziny. „Krew płynie wolniej niż czas”, dlatego można jeszcze zrekonstruować minione wydarzenia. Często zdarzało się, że pewne historie – najbardziej bolesne – opowiadano tylko raz. Miały miejsce również sytuacje, po których niektórzy z bohaterów definitywnie przestawali wspominać i kontynuowali swoje życie pogrążeni w bólu i milczeniu. Książka pełna jest takich okrutnych historii. Dlatego też czasami bohaterami powieści bywają zniszczony fez oraz wezbrane, pełne trupów i czerwone od krwi wody Eufratu. Pisarz podkreśla, że poza jednym bohaterem, nie ma w „Księdze szeptów” postaci zmyślonych, gdyż wszystkie wspomniane na jej kartach osoby istniały rzeczywiście, w swoim miejscu i czasie, tytułując się konkretnymi imionami i nazwiskami. Niektóre z nich można odnaleźć w podręcznikach do historii, inne pojawiają się tylko na kartach tej powieści. Jest ich wiele, gdyż jak podkreśla autor, „umarli bowiem, a zwłaszcza ci pozbawieni krzyży i modlitwy za ich duszę, z cienkimi ciałami, zajmują mniej miejsca na tym świecie niż żywi”.

„Co się teraz stanie?” – pytali jego przodkowie, gdy wiedzieli już, że za trzy dni wszystkie ormiańskie rodziny mają opuścić swoje domostwa i biorąc tylko tyle, ile uda im się unieść w ramionach, zebrać się w konwojach na obrzeżach miast. „Każdy, kto uciekł stamtąd, ma koszmary”, powtarzał pisarzowi dziadek jednocześnie przestrzegając go, że można się z nich uleczyć jedynie w momencie śmierci, ale nie kiedy w odwecie powoduje się śmierć innych. Wybaczenie jest możliwe, ale nie zapomnienie, zwłaszcza, kiedy Turcy nadal nie uznają swoich zbrodni. O niepoznanych nigdy członkach swojej rodziny i narodu autor pisze: „Szli od tak dawna, nie wiedząc dokąd, iż nawet nie spostrzegli się, że idą do nieba”.

Nieliczni, którzy przeżyli, byli w domu Vosganiana zamknięci w klaserze ze znaczkami. Po nazwach państw widniejących na nich można było ustalić, gdzie udali się poszczególni członkowie rodziny, którzy przetrwali ludobójstwo. Kolorowe kwadraciki z fragmentami tuszu stanowiły nową historię rzeszy apatrydów. „Nie pozbawieni ojczyzny, którą kochają, ale pozbawieni ojczyzny, która by ich chroniła. I aby jednak mieli jakąś nazwę w słownikach i jakiś kraj, pod którym na skrawku papieru można nadać im tożsamość, wynaleziono nowe państwo, które znajduje się wszędzie i nigdzie”. Wówczas paszport apatrydy oznaczał, że ze wszystkich dotychczasowych praw i przywilejów można zachować tylko te od Boga – nazwisko rodowe i imię. Tak wyposażeni mogli udać się, gdzie tylko chcieli. Jedynym problemem był fakt, że nikt na nich nie czekał i tylko nieliczni chcieli ich przyjąć.

Krzycząc szeptem

Pisarz podkreśla, że dzieciństwo upłynęło mu w świecie szeptów. Słowa mówiono cicho, wypowiadano je z ostrożnością, zniżonym głosem „jak gdyby istniały jakieś okna, których nie można było zamknąć, lub jacyś przechodnie, których nie można było dostrzec”. Dziadek powtarzał wnukowi, że z oddali rozmowa musi wyglądać bardzo naturalnie, jak wymiana uprzejmości czy nieistotnych informacji, błahostek bez znaczenia. W czasie rozmowy o rzeczach ważnych nie można pokazać obserwatorowi wagi podejmowanych tematów, lecz siedzieć wyprostowanym, nie nachylając się do innych rozmówców. Nauczeni porozumiewania się w strachu, z uwagą reagowali na szepty bliskich, wychwytywali je z niesłychaną zwinnością, czytali z ruchu warg, z ukradkowych spojrzeń. Małemu Varujanowi zabraniano poruszania poza domem pewnych tematów, absolutny zakaz dotyczył jednak informowania innych, że w jego domu mówi się szepcząc. Autor w takim cichym przekazywaniu informacji o rzeczach zabronionych rozważa także swoje pisarstwo, jako ciąg dalszy szeptanych opowieści o przeszłości: „I oto robię to teraz. I właśnie tak ją nazywam: «Księga szeptów»” zwierza się pisarz czytelnikom.

Również umierając dziadek Vosganiana szeptał. Przekonany o rychło mającej nadejść śmierci mówił cicho: „Skończyło się, wreszcie się skończyło…”. Zbliżył się w tym momencie do wszystkich, którzy zginęli, gdyż tylko „konający należą w całości do śmierci”. Nie do historii, losu, ani oprawców. Jednak pisarz podkreśla, że tak długo, jak będzie istniał lęk na świecie, jego „Księga szeptów” się nie zakończy i wyjątkowo, słowa wypowiedziane przez dziadka nie będą mieć mocy prawdy ostatecznej. „Ormianie, którzy przeżyli masakry i tułaczki, noszący brzemię apatrydów i przywykli raczej przemykać się niezauważeni, mówić szeptem i żyć roztropnie, stracili umiejętność krzyczenia. Nieczęsto się gniewali. Im rzadziej przypominali sobie o nich inni, tym lepiej. Miejsce na tym świecie było dla nich za ciasne. Nauczyli się żyć stłumieni”.

Pisarz z czasem zrozumiał pojęcia, które tłumaczył mu dziadek – że więzienie jest tam, gdzie świat innych jest możliwie największy, a nasz świat staje się najmniejszy z przewidywanych. Zwłaszcza, że uwięzienie nigdy nie mija, będąc jak wilgoć, która wnika w kości i zostaje w nas na zawsze, a to wewnętrzne poczucie, ta „jeszcze jedna brama”, jest niemożliwa do otwarcia czy sforsowania, bo jest jedynie w głowie dotkniętego zniewoleniem człowieka. Mimo, że książka opowiada w dużej mierze o przeszłych wydarzeniach nie jest jednak pracą historyczną, bo tam przedstawia się głównie zwycięzców i bohaterów. Jest to raczej, jak podkreśla autor, księga psalmów, ponieważ opowiada głównie o pokonanych. Dziadek powtarzał mu: „Zwyciężyć to w pewien sposób wyjść z historii” i uczył w ten sposób wnuka o przeszłości wierząc, że także wydarzenia, których był naocznym świadkiem odnajdą kiedyś w historii powszechnej należne im miejsce, a może nawet zwycięstwo.

W wielu domach ormiańskich, które odwiedził autor, dostrzegał on obecność fotografii rodzinnych z początku XX wieku, przedstawiających licznych reprezentantów rodziny zgromadzonych wokół najstarszych członków rodu. Ukazani na nich ludzie stali sztywno, bez uśmiechów. W tamtych czasach zabiegano o takie zdjęcia, bo był to jedyny sposób na zostanie na zawsze razem, gdy losy rodzin musiały konfrontować się z historią. Zaraz bowiem po zrobieniu zdjęcia, bieg wydarzeń często zmuszał bliskich do rozproszenia się. Część widniejących w kadrze osób zginęła w czasie ucieczki, inni ponieśli śmierć w pobliżu swoich rodzinnych domów. I chociaż do dziś nie mają grobów, zachowały się ich twarze w odcieniach sepii, smutne, jakby przeczuwające to, co miało nieuchronnie nadejść. I jak podkreśla Vosganian: „Za wszelką cenę chcąc przypomnieć, że niegdyś istnieli”. Bez takich wyraźnych, namacalnych niemal obrazów pamięć może się nam wymknąć. Dlatego też w „Księdze szeptów” fotografie często zastępują miejsce żywych ludzi. „Jako że dwudziesty wiek wyciął zbyt wiele istnień i to zbyt szybko, ludzie nie byli w stanie zestawić w dowolnej chwili, dokładnie, umarłych z umarłymi i żywych z żywymi”. W tym stuleciu śmierć zaskoczyła ludzi bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Ormianie, siadając w swym pomniejszonym kręgu, kiedy umierał któryś z nich, kładli na jego miejscu fotografię, aby krąg rodziny z takim trudem stworzony nie rozpadł się ostatecznie.

Życie jest tylko opowieścią…

Kiedy umierał dziadek Garabet, zawołani aby pożegnać go na łożu śmierci bliscy nie rozumieli co mówił. Pojawiały się w jego ustach słowa perskie, arabskie, tureckie, rosyjskie i ormiańskie. Mieszał bowiem języki wszystkich krain, które zmuszony był poznać w czasie swej tułaczki w dzieciństwie. W domu Vosganiana dużą wagę przywiązywało się do przedmiotów niosących ze sobą skomplikowaną historię rodziny. Pozwalały one wspominać minione wydarzenia, często będąc tylko powidokiem zapomnianego świata, swoistym impulsem do wspomnienia – jak zapach świeżo palonej kawy czy fragment starej mapy. Dlatego w domu rodzinnym pisarza tak ważny był zawsze dywan znajdujący się obecnie w pokoju jego córki, który pamięta jeszcze wejście wojsk sowieckich do Fokszan. Wiązały się z nim słowa dziadka Garabeta: „To ważne byś nad głową miał solidny dach, a pod stopami gruby dywan”. Podobnie młynek do kawy uważany był za członka rodziny, a jego widok odświeżał w pamięci dziadków szczęśliwe obrazy z przeszłości. Ilość wspomnień przywoływanych przez różne znajdujące się w domu przedmioty nie miała końca. Pisarz dodawał: „Prawdopodobnie moi dziadkowie, widząc te same rzeczy co niegdyś u swoich starców nad brzegiem Bosforu czy Eufratu, mieszali słowa ze wspomnieniami”.

Autor tę wielką księgę nieszczęść narodu ormiańskiego, pełną lęków, tkanych ze wspomnień i minionych przeżyć opowieści, kończy gorzko. Kiedy na spuszczaną trumnę dziadka spadały grudy ziemi „pozostała jedynie mgła, całe konwoje przezroczystych istot idących powoli, nienaturalnie, jak sen przeżywany na opak, tyle żyć nieprzeżytych, rodzących dzieci i wnuki, które nie żyły, i spowijając ich towarzyszy na ziemi, bohaterów tej książki oraz innych, które dopiero zostaną napisane, w delikatną mgiełkę nowych i nie do końca nazwanych umarłych”. Wraz z odchodzącymi z tego świata świadkami wydarzeń znikają odpowiedzi, pozostawiając miejsce dla życia, aby mogło toczyć się dalej. Także wówczas, kiedy może istnieć jedynie zaklęte w opowieści.

***

W „Księdze szeptów”, historii o Ormianach z dzieciństwa pisarza, zapisane są przede wszystkim imiona zmarłych. Sama książka też jest bohaterem: „Jedyną rzeczą, którą ludzie mają wspólnie, są opowieści. Kiedy mówisz, że dwie osoby są z tego samego rodu, to znaczy, że słuchały tych samych opowieści”. Autor przetwarza w poetyckim języku i metaforach przeszłość, składa hołd pamięci zabitych i ocalonych, którzy żyją z odziedziczoną traumą ludobójstwa i z towarzyszącym tym wydarzeniom lękiem. O własnym doświadczeniu pisarz dodaje „każdy ciągnie za sobą, niczym kołdrę naciąganą po czubek głowy, świat, w którym się urodził”. Mimo to Vosganianowi udaje się na kilkuset stronach przywrócić do życia unicestwione światy poprzez historie ludzi, którzy opowiedzieli o nich swoim bliskim. I choć wydaje się rzeczą trudną, a czasem niemożliwą, przekazać ogrom cierpienia narodu i poszczególnych jego reprezentantów, pisarzowi udaje się tego dokonać. Robi to przy tym z ogromną delikatnością, pokazując dramat jednostek w czasie, w jakim przyszło im akurat żyć. Ukazuje ludzi z ich radościami i troskami, żyjących w cieniu tragicznego wydarzenia, które wprawdzie przesłania im świat, ale nie zasłania go całkowicie.

Vosganian podsumował swoje dzieło następująco: „Kiedy pisałem «Księgę szeptów», wiedziałem, że o XX wieku nie napisano w taki sposób wiele. «Księga szeptów» opowiada o Ormianach, ale także o Rumunach, Żydach i innych nacjach. Jest to książka o XX wieku, o jego wojnach światowych, masakrach i wspólnych mogiłach, o jego ideologiach i aparatach ucisku. Ale nie tylko. Każde miejsce, każdy czas, każdy naród ma swoją «Księgę szeptów». Ona żyje, musi tylko zostać opowiedziana”.

Małgorzata Golik