19.08.2017:Porwania bez okupu

Porwania bez okupu

14 kwietnia 2014 roku komando Boko Haram uprowadziło z internatu w małym nigeryjskim mieście Chibok 276 dziewcząt. Napastnicy wywieźli je ciężarówkami w niewiadomym kierunku i od tego momentu po większości z nich zaginął wszelki ślad. Niemiecki dziennikarz i korespondent wojenny Wolfgang Bauer miał możliwość spotkania kobiet uprowadzonych z wielu miast i miasteczek Nigerii w trakcie podobnych akcji, którym jednak udało się w końcu zbiec. Na podstawie ich relacji powstała książka „Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki”, w której autor próbuje przedstawić czytelnikom losy i historie porywanych kobiet. Znaczna część reportażu poświęcona jest też przybliżeniu historii i działalności Boko Haram, w oparciu o informacje, jakie udało się uzyskać reporterowi w samej Nigerii.

Nadzieje i frustracje

Organizacja terrorystyczna Boko Haram przypomina inne ekstremalne grupy islamskie. Wciąż jednak niewiele wiadomo na jej temat, a sposób zarządzania bojówką jest niejasny, podobnie jak znajomość jej długofalowych celów czy metody pozyskiwania funduszy. Nazwę także można interpretować różnorako, jako hasło „Zakazać zachodniej oświaty!” lub oświadczenie, że „Nowoczesne wychowanie przez przytaczanie fałszywych faktów to grzech”. Jej członkowie z całą pewnością walczą o utworzenie w Nigerii kalifatu i mówią o sobie „Sunnickie Zrzeszenie na Rzecz Nawracania na Islam i Dżihadu”. Zadeklarowali też wierność Państwu Islamskiemu, współpracują z Al-Kaidą w Algierii i Mali. Latem 2014 roku udało im się opanować jedną piątą powierzchni kraju.

Sekta, bo tak również określa się Boko Haram, powstała w jednym z najbiedniejszych obszarów świata, gdzie większość ludzi żyje za mniej niż dolara dziennie. Reporter podkreśla: „Nigerią, leżącą między Sahelem a Atlantykiem, targają potężne siły. Tu spotykają się muzułmański świat północnej Afryki z chrześcijańskim południem”. Sama Nigeria skupia aż 514 różnych grup etnicznych i jest zamieszkana przez 190 mln mieszkańców. Chrześcijan jest mniej więcej tyle samo, co muzułmanów. Łatwo wyobrazić sobie do jakich napięć prowadzi we współczesnym świecie taka różnorodność i współistnienie licznych wyznawców dwóch monoteistycznych religii. Zwłaszcza, gdy dodatkowo stare plemienne reguły tracą na znaczeniu, znikają dotychczasowe normy, a potrzeba zachowania porządku i znalezienia drogowskazu dla życia wcale nie maleje.

Kraj ze względu na rozwój przemysłu i rolnictwa jest silnie podzielony, a ludność północy jest odcięta od bogatego południa niewidzialnymi gospodarczo-rozwojowymi granicami. Złoża ropy przyniosły bogactwo, ale i korupcję. W mateczniku Boko Haram, w północno-wschodniej części Nigerii, państwo, jeśli w ogóle jest widoczne, utożsamiane jest z rabusiem. Warto też odnotować, że Nigeria ma obecnie najwyższy na świecie odsetek dzieci nie uczęszczających do szkół, a prawie trzy czwarte ludności to analfabeci. Przeciętna długość życia wynosi tam zaledwie 52 lata.

Nie powinno więc dziwić powstawanie i rozwój na tych terenach coraz radykalniejszych ruchów i grup religijnych. Bauer zauważa: „Boko Haram to najmłodszy i najgorszy wytwór chaosu. Organizacja rośnie w siłę dzięki słabości państwa, które zwalcza. Im słabsze państwo, tym silniejsza sekta. A Nigeria jeszcze nigdy nie była tak słaba jak dzisiaj”. Każda podjęta walka władz i rządowych sił bezpieczeństwa jest nieskuteczna, gdyż ugrupowanie ciągle się zmienia, ale nigdy nie znika. Dodatkowo nowi rekruci zasilają szeregi sekty nie tylko pod przymusem. Pisarz stwierdza: „W ocenie większości Nigeryjczyków państwo nie przynosi nic dobrego. Demokracja wychwalana przez Zachód jako cudowny środek, dawno już przestała dawać jakąkolwiek nadzieję”. Nie widać szans na zmianę. Na tym gruncie Boko Haram nęci i kusi obietnicami wprowadzenia sprawiedliwego dla wszystkich szariatu, który zapewni godne warunki życia. Bauer podkreśla: „To płonna nadzieja. Z Koranu wynika niewiele praw i niezliczona ilość ich interpretacji”.

Bagna Sambisy

Początkiem Boko Haram była mała grupa modlitewna, która w niedługim czasie rozwinęła się w silną armię liczącą obecnie około 50 tys. osób. Przed jej bestialstwem ucieka teraz ze swoich domów ponad 7 milionów ludzi. Wielu, którym się to nie udało, przebywa w niewoli lub zostało pozbawionych życia. Nikt nie prowadzi statystyk ile osób już zginęło.

Od momentu powstania ruch przeszedł wiele metamorfoz. Zmieniał w tym czasie nazwy, przywódców i miejsce stacjonowania. Wszystko zaczęło się jednak w 2000 roku, kiedy organizacja nosiła nazwę Yusufici od nazwiska swojego radykalnego islamskiego przywódcy, Yusufa. Próbował on współpracować z politykami, ale żaden z nich nie mógł wprowadzić w czyn głoszonych przez niego skrajnych haseł i idei. W końcu, po wielu roszadach w organizacji i jej przywództwie, i po rozpoczęciu nieformalnej wojny z władzami oraz śmierci w 2009 roku samego Yusufa, przywódcą został Abubakara Shekaua. Obecnie główna kwatera Boko Haram znajduje się na bagnach Sambisy, które oficjalnie są parkiem narodowym. Miejsce to jeszcze dekadę wcześniej stanowiło turystyczną atrakcję Nigerii.

Śmierć Yusufa miała być końcem ruchu, stało się jednak odwrotnie i grupa urosła w siłę. W międzyczasie jej członkowie zeszli też do podziemia i odtąd skrzętnie chronią dostępu do jakichkolwiek informacji o swoich strukturach. Autor twierdzi nawet, że wiadomo o nich mniej niż o tym, co się dzieje w Korei Północnej. Pod wodzą Shekaua zaczął się też prawdziwy terror sekty. Bauer opisując nagrywane przez Shekaua filmy twierdzi, że jego wystąpienia różnią się znacznie od tych nagrywanych przez Al-Kaidę czy ISIS. Pisze: „Przywódca Boko Haram co rusz traci zimną krew. Brakuje mu dostojeństwa i opanowania. Zaciska pełne nienawiści oczy, pochyla się do kamery, jakby chciał wniknąć w oglądającego, grozi, krzyczy, ślini się. Zanosi się głośnym śmiechem. Szyderczo szczerzy zęby. Nie tylko głosi okrucieństwo, które rzekomo nakazuje mu Allah. Rozkoszuje się nim każdym gestem. Te nagrania w osobliwy sposób napawają strachem nawet, gdy ogląda się je w biurze w dalekiej Europie”. Wokół osoby Shekaua narosło wiele mitów. Przez niektórych uważany jest za czarownika i posiadacza magicznych sił, podobno czasami staje się też niewidzialny. Może dlatego nigeryjska armia już kilkakrotnie ogłaszała jego śmierć, jednak mimo tych deklaracji, zawsze pojawiał się na nowo.

Rząd Nigerii długo nie dostrzegał problemu i niebezpieczeństwa, gdyż zbrodnie Boko Haram, które ujrzały światło dzienne w latach 2010–2011, były tylko jednym z trapiących kraj okropieństw. Zmieniło się to, gdy Shekau przeniósł walki do stolicy. 16 czerwca 2011 roku doszło do samobójczego ataku przed komendą policji w Abudży. Dwa miesiące później o Boko Haram wiedział już cały świat, gdy dokonała ona ataku na siedzibę ONZ, zabijając jej 25 pracowników. Bauer podkreśla: „Ten akt terroru miał wywołać reakcję nie tylko za granicą, lecz przede wszystkim w kraju, bo spektakularne zamachy stanowiły część strategii rekrutacyjnej. Konserwatywni muzułmanie mieli odnieść wrażenie, że sekta może coś osiągnąć, że jest potężną posłanką bożej sprawy”. Radykalni islamiści przejęli wówczas władzę nad całą muzułmańska północą, niszcząc przy tym kościoły chrześcijańskie i mordując ponad 100 chrześcijan. Armia rządowa organizowała w odwecie swoje akcje zbrojne, jednak towarzyszące im samowolne rozstrzeliwania członków Boko Haram, a także grabież i podpalenia domów osób podejrzanych i ich sąsiadów, nie zaskarbiały jej sympatii społeczeństwa. Posługiwała się bowiem równie okrutnymi metodami co sekta, co tylko umacniało radykałów, zamiast ich osłabić. Obecnie konflikt wykracza poza granice kraju, gdyż przy zdegenerowanej i skorumpowanej armii nigeryjskiej główny ciężar walki z organizacją ponoszą państwa ościenne: Czad, Kamerun i Niger.

Głosy z afrykańskiego piekła

Jednym z najbardziej znanych przejawów terroru Boko Haram stały się z czasem porwania kobiet. Niemiecki dziennikarz rozmawiał z tymi, którym udało się zbiec z miejsca przetrzymywania. Niektóre opuściły swoich „nowych mężów” zaledwie kilka dni wcześniej. Część z nich uciekła z niemowlętami poczętymi i narodzonymi w niewoli, inne dopiero urodzą dzieci będące owocem narzuconych im siłą małżeństw. „Ich relacje dokumentują niewyobrażalne zbrodnie i dają wgląd w życie wewnętrzne organizacji, która w ostatnich latach zamordowała więcej ludzi niż Państwo Islamskie” – podkreśla Bauer. Obecnie szacuje się, że w niewoli radykałów znajdują się tysiące kobiet i dziewczynek. Ich bolesne świadectwa pochodzą z głębi afrykańskiego piekła, z wsi i miasteczek, które mimo globalnego przepływu informacji wciąż są nam obce, a ich nazw nie potrafimy wymówić czy znaleźć na mapach.

Pisarz podkreśla, że terror możemy zwalczać skutecznie tylko wówczas, kiedy wsłuchamy się w głosy jego ofiar. Na przykład, kiedy jedna z ocalonych kobiet, Sadiya, tłumaczy, że z dnia uprowadzenia pozostało jej tylko dawne imię. Jej dotychczasowy świat zniknął, odebrano jej wszystko co miała, a po odzyskaniu wolności stała się kimś zupełnie innym, obcą osobą nawet dla samej siebie. Właśnie poprzez takie krótkie intymne wyznania, niemal zdawkowe wypowiedzi, możemy wyobrazić sobie okrucieństwo, jakie spotkało te kobiety i pustkę, z jaką muszą żyć, mimo że udało im się uwolnić.

Bolesne przeżycia poprzez słowa docierają do naszego świata tylko pod postacią lapidarnych, ogólnikowych, a jednocześnie oschłych stwierdzeń. Jak zdanie wypowiedziane przez młodą żonę, która musiała wyjść za równie młodego nastoletniego wojownika, który wstąpił do organizacji mając w alternatywie tylko śmierć. Opisując swoje małżeństwo kobieta mówi: „Czasem rozmawialiśmy całkiem normalnie, a potem czułam do niego tylko nienawiść”. Trudno jest nienormalną sytuację traktować jako oczywistą i zwyczajną. Ciężko mówić, kiedy widziało się toczące się głowy tych, którzy nie godzili się z terrorem. Słowa po czymś takim nie docierają do ust. Jedna z uciekinierek, Sakinah, stwierdza: „Jeśli zostaniesz porwany przez Boko Haram, to nigdy już nie wrócisz do normalności”.

Wśród ocalonych niemal nie ma mężczyzn, gdyż byli oni najczęściej bezlitośnie zabijani, pozostawiano przy życiu tylko młodych chłopców, aby zrobić z nich kolejnych wojowników. Śmierć nie oszczędzała zarówno chrześcijan, jak i tych muzułmanów, którzy sprzeciwiali się tak radykalnej interpretacji Koranu. W pewnym momencie przestano wywozić kobiety, ale zaczęto zajmować napadane wsie, gdzie ustanawiano mającego sprawować władzę emira. Wprowadzano szariat, tworzono sądy, a bojownicy rozdzielali żywność, leki, i wybierali sobie żony z miejscowych dziewcząt.

Można powiedzieć, że w ostatnich latach niewolnictwo stało się fundamentem działania Boko Haram, a kobiety służą islamistom za środek płatniczy. Nie można zapominać, że w tej części świata kobieta zgwałcona uważana jest za pozbawioną honoru, zbrukaną. Traktuje się ją niemal jak trędowatą. Takie dziewczęta nie znajdują mężów i do końca życia muszą płacić za to, co im zrobiono, żyjąc na marginesie społeczeństwa.

Na oczach świata

Do kwietniowych wydarzeń 2014 roku kraje zachodnie prawie nie zwracały uwagi na dramatyczną sytuację Nigeryjczyków. Uprowadzenie dużej liczby uczennic tamtej nocy było jedną z wielu tego typu akcji Boko Haram. Jednak to zajście znalazło się w wydaniach światowych programów informacyjnych i gościło na pierwszych stronach gazet. Powstało nawet piękne hasło i kampania na portalach społecznościowych: „Bring back our girls”. Wspierało ją wiele znanych osób, w tym żona ówczesnego prezydenta USA Michelle Obama, a Angela Merkel zadeklarowała wsparcie dla walczących z organizacją zachodnioafrykańskich sił operacyjnych. Szefowie krajów europejskich i afrykańskich zaczęli nawet przygotowania do zwołania szczytu kryzysowego, aby pomóc uwolnić dziewczynki.

Wzburzenie „świata” sytuacją oddalonej o tysiące kilometrów Nigerii nie trwało jednak długo. Jak zawsze okazało się, że poza krótkotrwałym zainteresowaniem czyimś dramatem życie toczy się dalej i pojawiają się nowe prasowe doniesienia na temat kolejnej wojny, powstania czy morderstwa, które trafiają na czołówki gazet. W natłoku informacji i powielanych stereotypów związanych z Afryką, z ust świata zniknęła przebijająca z historii Nigerii prawda o tym, że najgroźniejszym mieszkańcem nawet najbardziej egzotycznego zakątka globu zawsze jest człowiek…

Małgorzata Golik